Kilka form ruchu sprzyjających zdrowiu.

Cz. IV Rowerem do zdrowia

Używając roweru można osiągnąć podobne efekty w zdobywaniu kondycji, zdrowia, pozbywaniu się nadwagi jak w joggingu. Potrzebne będą jednak nieco dłuższe trasy, jeśli jedziemy po dobrej czy w miarę dobrej drodze. Jazda rowerem ma tę zaletę, że nie angażuje tak mocno stawów skokowych i kolanowych jak bieganie. Ktoś, kto lubi spokojny, choć długotrwały wysiłek znajdzie w wycieczkach rowerowych dużo pożytku.

Wyposażenie turysty rowerowego.

Jeżeli jeździmy zarówno po szosie, jak i drogach leśnych, piaszczystych lub podmokłych to lepszy będzie rower uniwersalny, ale solidny, tzw. „góral”, z przerzutkami, na szerokich oponach, o wygodnym siodełku. Przy różnych niespodziankach w terenie nie zaszkodzą wzmocnione obręcze kół i przede wszystkim porządne hamulce.

Można jeździć na rowerze bez błotników, jest lżejszy, ale ja preferuję sprzęt z pełnym wyposażeniem typu błotniki, światła, bagażnik, uchwyt na bidon. Takie rzeczy przydają się. Nie trudno sobie wyobrazić, jak wygląda rowerzysta pędzący po deszczu na swojej maszynie bez błotników. Zdarza się, że wracamy z wycieczki po zmroku. Jeśli mamy światła widzimy i jesteśmy widziani na drodze przez innych uczestników ruchu. Bagażnik i przypięta do niego specjalna torba zmieści płaszcz przeciwdeszczowy, apteczkę, mapę, kanapki, aparat fotograficzny czy lornetkę, a nawet namiot.

Dożywiania na trasie nie musimy planować, natomiast zapas wody jest niezbędny. Wożę ze sobą przynajmniej litr na krótkich trasach. Na długich potrzeba nieraz i kilka litrów, szczególnie w upały. Dobrze mieć wtedy duży bidon lub kilka, które można zamontować na ramie lub schować do torby. Przy bardzo długich trasach część zapasu wody może zamienić specjalnie przyrządzony napój energetyczny, np. woda z cytryną i dużą ilością rozpuszczonego miodu. W sakwie można schować jakiś baton lub czekoladę na wypadek poważniejszego kryzysu.

Nie wolno zapomnieć o zestawie narzędzi rowerowych, pompce z końcówką pasującą do wentyli w dętkach, zestawie do klejenia ewentualnych dziur. Warto również zabrać ze sobą zapasową dętkę.

To już chyba wszystko. Może jeszcze dla tych, którzy lubią statystyki przyda się licznik wielofunkcyjny.

No to w drogę!

Owszem po szosach mknie się i szybciej i zdecydowanie wygodniej, ale za to mniej bezpiecznie, nie mówiąc już o sporej ilości ołowiu w powietrzu. Dlatego radzę wybierać drogi mało uczęszczane lub terenowe.

W większości gmin utworzono ścieżki rowerowe, wytyczono specjalne, oznakowane trasy, warto więc zaopatrzyć się w odpowiednie mapy, które wskażą nam, co ciekawsze tereny i miejsca, które warto zwiedzić. Wybieramy więc wariant trasy zaznaczony odpowiednim kolorem i szukamy oznakowania na drzewach, słupach i innych przedmiotach terenowych. Znaki umieszczone są najczęściej co kilkadziesiąt do kilkuset metrów.

Tempo jazdy

Jedziemy, żeby się zmęczyć, to nie znaczy, że musimy od samego początku naciskać na pedały ile sił w nogach. Pamiętajmy o rozłożeniu sił na całym dystansie. Musimy wziąć pod uwagę długość trasy, tempo jazdy, rodzaj nawierzchni, ukształtowanie terenu, ilość przeszkód terenowych, a nawet siłę i kierunek wiatru. Sam wielokrotnie jechałem na dość długich trasach, na których – tam – było z górki i na dodatek z wiatrem. Rower jechał prawie sam. A co przeżywało się w drodze powrotnej, trudno opisać. Kilometry niby te same, ale rower stał w miejscu. Górki rosły z każdą chwilą, a meta ciągle uciekała. Wiatr potrafi dać nieźle w kość, dlatego weźmy to pod uwagę.

Po szosie można jechać spacerkiem, ale można pruć 30–40 i więcej km/h, w terenie z taką prędkością nikt już nie pojedzie. Nie wytrzyma tego rower i nie wytrzymamy tego trzęsienia i my. Dopasujmy więc tempo do swoich możliwości, do długości i jakości trasy.

Myślę, że większość turystów na rowerowych wycieczkach przede wszystkim chce wypocząć, zwiedzić kawałek okolicy, spalić tych parę kalorii. Nie ma powodu więc urządzać z takiej wycieczki wyścigu TOUR de FRANCE. Jeśli ma być przyjemnie, bezpiecznie, chcemy przeżyć wśród natury miłe chwile, to jedźmy spokojnie.  Kalorii spalimy tyle samo. Ci którzy, mimo wszystko, chcą zmierzyć się z czasem radzę kierować się wskazaniami licznika. Co jakiś czas tempo można podkręcić. Nasze możliwości będą na pewno rosły, jeśli zachowamy systematyczność.

Jadąc na rowerze w zimne dni w grubej kurtce i mało przewiewnym ubiorze łatwo się spocić a później mocno przemarznąć, dlatego dobierzmy nasz strój bardzo starannie, a tempo stosujmy raczej spacerowe.

Jazda w peletonie

Myślę, że warto namówić na wspólną jazdę znajomych lub wybrać się na rodzinny spacer na rowerach. Jeśli trasa będzie ciekawa, a tempo odpowiednie dla wszystkich uczestników, to wśród nich uda nam się pewnie znaleźć zwolenników następnych wyjazdów. A oto przecież chodzi*.

 

Piotr Kiewra

*Tekst pochodzi z mojej książki  „Mały podręcznik zdrowego stylu życia”